Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości.

do duszy

wtorek, 17 lipca 2012

Dziennik czasu choroby. Śmiertelnej choroby. Nie wiem czy powinnam oceniać takie zapiski, bo jednak są to osobiste przemyślenia człowieka, który zmuszony był do okresowej izolacji w trakcie wielokrotnych pobytów w szpitalach.  Jednak zdecydowałam się napisać, co mnie zaskoczyło i zniesmaczyło jednocześnie w tej książce, ponieważ w końcu ukazując się na rynku wydawniczym i księgarskim przestała należeć tylko do autora. Wystawiona na widok publiczny, przygotowana jest zarówno na pochwały jak i krytykę.

Uwielbiam Jerzego Stuhra jako aktora. Jego role stanowią dla mnie niemal zapewnienie, że film wart jest obejrzenia. I wiem, że rozbawi mnie, ale także dotrze do mnie przesłanie jego postaci. Hmm… i trochę się rozczarowałam, ponieważ irytowały mnie niektóre poglądy aktora, a także monotematyczny charakter tej książki. Osobisty dziennik aktora to zapiski z kilkumiesięcznej walki z chorobą nowotworową. Autor ma w nim odwagę pisać o swojej chorobie, ale przede wszystkim o wszystkim co się wokół niego dzieje. Komentuje polityczne wydarzenia, artystyczne i obyczajowe np. zaginięcie małej Madzi z Sosnowca, tragedię w Smoleńsku, a także co jakiś czas narzeka na współczesne kino i nowych młodych aktorów (co mnie bardzo irytowało!)…

… Wydaje się, że oni: aktorzy i reżyserzy , tworzą jakąś grupę pokoleniową , mają wspólne poglądy, estetykę, jak chociażby my w latach siedemdziesiątych , zwani kinem moralnego niepokoju. Guzik prawda. Oni biorą wszystko, jak leci: ambitne i chłam, reklama najgłupsza i byle jaka. Telenowela i praca z Lechkim, Dawidem, Komasą. Zwracam się do tych aktorów: Nie zaciemniajcie na Boga, swego wizerunku tak strasznie. Ja w Waszym wieku i z Waszą pozycją odrzucałem siedemdziesiąt procent propozycji (a nie było tak haniebnych, daję słowo)… 1

I w tym momencie nasunęła mi się myśl, że to jest po prostu międzypokoleniowe niezrozumienie. Bo przecież czasy się zmieniają i obecnie młody człowiek, który chce zostać aktorem musi się dobrze nagimnastykować i czasami pokazać się w haniebnych, czy głupkowatych rolach. Niestety wyścig szczurów dopadł też sztukę aktorską, a panu profesorowi ciężko się z tym pogodzić. Z pewnością, gdy on stawiał pierwsze kroki w tym zawodzie, ktoś bardziej doświadczony też mógł powiedzieć „…bo ja w Twoim wieku, z Twoją pozycją…”.

Chyba oczekiwałam książki bardziej osobistej, która według zapowiedzi wydawcy naprawdę „daje nadzieję”.  Dla mnie jest zbyt polityczna i inteligencka, dająca pstryczka w nos niektórym sławnym osobom. Posłużę się słowami samego autora, których użył by skomentować czytany przez siebie dziennik Białoszewskiego. Oddają idealnie moje odczucia, co do zapisków Jerzego Stuhra:

Gryzę i gryzę tego Stuhra. Raz mnie fascynuje, raz odrzuca … Autor jest nieprzemakalny. Jest zawsze taki sam, czy na Hożej, czy na Manhattanie, w kinie porno, czy muzeum2.

Mimo mojego rozczarowania tym dziennikiem, cenię Jerzego Stuhra jako aktora i wolę jednak oglądać go na ekranie. Bardzo cieszę się, że udało mu się pokonać tak ciężką chorobę w tak krótkim czasie.

 

--------------------------------------------------------

1) J. Stuhr, Tak sobie myślę... Kraków 2012, s. 163-164.

2) Tamże, s. 221.

 

wtorek, 14 lutego 2012

Generał Wojciech Jaruzelski został 18 października 1981 roku pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i prezesem Rady Ministrów. Ale już rok wcześniej, 12 listopada 1980 roku, dwa dni po zarejestrowaniu w sądzie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarnosć” na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju, poinformował, że jest gotowy plan działań i przygotowane zostały akty prawne wprowadzające w Polsce stan wojenny. Akcja „Lato” ruszyła równolegle z sierpniowymi strajkami. Listy z nazwiskami osób wytypowanych do internowania stale aktualizowano w zależności od stopnia aktywności figurantów1.

Wrocław. Dziesięć dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. 26 - letni Józef Pinior- rzecznik finansowy dolnośląskiej „Solidarności” z dnia na dzień wpada na ryzykowny pomysł walki z ustrojem.  Razem z Piotrem Bednarzem, Stanisławem Huskowskim i Tomaszem Surowcem podejmuje 80 milionów z konta NSZZ „Solidarność” Dolnego Śląska. Szybka decyzja, błyskawiczna organizacja, brawurowa akcja.

Minęliśmy pierwszy hol, weszliśmy za kratę do drugiego holu i ja z Bednarzem usiedliśmy na krzesłach, a Pinior wszedł za barierkę i udał się do Leszczyńskiej. Jej biurko stało w rogu sali bankowej. Załatwił sprawę, trwało to około kilka minut. Wrócił jednak po chwili, bo okazało się, że miał źle ostemplowany czek, złą pieczątką. Czek ten, gdy dał mi do ręki, to zauważyłem, że jest wypełniony na 80 milionów złotych. Kazał mi czek wymienić u kasjerki Moyseowicz. Pojechałem do regionu, oni zostali w banku […]

Kilkadziesiąt minut później jakiś mężczyzna z kobietą przynieśli jeden worek banknotów. Mężczyzna wyszedł i po pewnym czasie przyniósł drugi worek. Zaczęło się liczenie pieniędzy wykładanych na stół. Liczyło siedem osób, Pinior i Bednarz notowali na kartce2.

Pieniądze zapakowano w czarnych walizkach do fiata Surowca, następnie w drodze na wrocławskie Osobowice przepakowano do fiata 126p. Stanisława Huskowskiego. Niedługo potem czerwony maluch przejechał przez bramę rezydencji metropolity wrocławskiego, Henryka Gulbinowicza.

Kilka dni później wprowadzono stan wojenny… internowano i aresztowano przywódców i działaczy „Solidarności” oraz uczestników strajków…

Katarzyna Kaczorowska, reporterka specjalizująca się w historii Wrocławia przedstawia relacje osób, którzy podjęli się uratowania pieniędzy „Solidarności” przed konfiskatą państwa oraz ludzi bezpośrednio z nimi związanych. Stara się realnie przedstawić sytuację tamtego okresu: uliczne zamieszki, strajki okupacyjne, internowania oraz łapanki SB.  Kaczorowska koncentruje się na scharakteryzowaniu losów bohaterów po 13 grudnia, pokazuje jaką cenę przyszło im płacić przez kilka lat za swoje zaangażowanie w walkę z ustrojem.  Tak obszerna opowieść o tej niebywałej akcji podparta jest wieloma dokumentami państwowymi oraz osobistymi osób wymienionych w książce, a także rozmowami z działaczami wrocławskiej „Solidarności” lat 80-tych zaangażowanych działalność związku.  Mają w niej szansę wypowiedzi zarówno zaangażowani w sprawę działacze, jak i ich oprawcy.

Dla mnie książka ogromnie fascynująca. Autorka skutecznie zaszczepia u czytelnika ducha tamtych czasów, m.in. dzięki załączeniu zdjęć protokołów sądowych czy fotografii ze strajków. Historia sama w sobie jest niezwykła i nieustannie dręczy mnie pytanie: czy to była intuicja ??

Skok na 80 melonów – to działa na wyobraźnię! Tylko czemu nie wziął dla siebie?! No tak, Solidarność i tak dalej… Ale 80 melonów! No, chyba że na pohybel komunie…ale i tak – 80 melonów!3

-----------------------------------------------------------------------------

1) K. Kaczorowska, 80 milionów. Warszawa 2011, s. 18.

2) Tamże, s.23-24.

3) Tamże, s. 213.

środa, 18 stycznia 2012

Urodzeni pod koniec lat sześćdziesiątych i w latach siedemdziesiątych bohaterowie wywiadów, opowiedzieli historię swojego dzieciństwa w czasach PRL-u. To oni, pokolenie `89, po dwudziestu latach od upadku komunizmu w Polsce, znalazło się w ciekawym punkcie swojego życia. Jedną nogą żyli w komunie, w dorosłe życie wkraczali już w wolnej Polsce...

Beata Tadla - dziennikarka TVN-u przeprowadziła wywiady z czterdziestoma siedmioma znanymi osobami, którzy zgodzili się opowiedzieć historię swojego dzieciństwa. Zapytała ich m.in. o dziecinne marzenia, doświadczenia z Polski Ludowej, "Solidarność" i tęsknotę za Zachodem, pełnymi półkami w sklepach. Książka obfituje w śmieszne anegdotki, m.in. opowiedziane przez Marcina Prokopa i Piotra Adamczyka, które rozbawiły mnie niemal do łez.

Nigdy nie zapomnę. Był stan wojenny. Wracaliśmy maluchem od babci. Co chwilę zatrzymywała nas milicja. Leżałem na tylnym siedzeniu i udawałem obłożnie chorego. Mama przekonywała funkcjonariuszy, że dziecko ma gorączkę i muszą jechać ze mną do szpitala.Tak naprawdę leżałem na połówce świni, którą przemycaliśmy od rodziny na wsi. Takie to były czasy. W sklepach nie było mięsa, a jak było to na kartki. Reglamentowane. Trzeba było sobie jakoś radzić. Gdyby milicjanci odkryli, że przewozimy wieprzowinę, stracilibyśmy ją 1. (Piotr Adamczyk).

Ponadto opowiadają oni wzruszające historie swojego życia, podparte zdjęciami z rodzinnych albumów oraz fotografiami wydarzeń tamtych lat. Beata Tadla niemal każdemu zadaje pytanie o to, jaką spuściznę pozostawił PRL pokoleniu `89 oraz czy dzieci PRL-u potrafią opowiadać o swoim dzieciństwie własnym dzieciom.  Bohaterowie wywiadów pochodzą z różnych domów: bogatych, biednych, solidarnościowych i partyjnych, byli dziećmi robotników, nauczycieli oraz dyplomatów i partyjnych dygnitarzy. Każdy ma inne spojrzenie na tamtą rzeczywistość, jednak niemal wszyscy z rozmażeniem wspominają puszkę Coca-coli, gumę Donald czy pomarańcze... Oraz wybór Karola Wojtyły na papieża.

Książkę połknęłam w jeden dzień, była dla mnie niezwykłą lekturą, pełną bawrnych i ciekawych opowieści z czasów, które mnie bardzo interesują. W niektórych wspomnieniach odnajdywałam ślady mojego dzieciństwa. Podobnie jak dzieci PRL-u jadłam Vibovit i oranżadę w proszku (bez rozpuszczania!), od świtu do nocy spędzałam czas pod blokiem, a mama przez okno zrzucała mi kanapki z dżemem, żułam gumę Donald i zbierałam różne kolorowe pudełka i puszki po piwie! I jednogłośnie razem z bohaterami wywiadów stwierdzam, że zniknęły dawne podwórka. Dzisiaj nie widać już dzieciaków z kluczami na szyi, nikt nie gra w klasy pod blokiem, ani nie skacze na skakance czy w gumę... 

 My mieliśmy podwórka, które dziś kompletnie zniknęły. A wraz z nimi wyobraźnia i prawdziwa zabawa. Znak czasów...2(Paweł Małaszyński)

 Dziennikarka zadawała często w swoich wywiadach pytanie, czym różni się pokolenie `89 od młodszych. Wiele osób odpowiadało niemal identycznie... Ich słowa zaczęły skłaniać do refleksji i przemyśleń nad moim pokoleniem i nad tym, że w ich słowach jest cząstka prawdy... 

Młodsi od nas o dziesięć, dwanaście lat, mają przekonanie, że im się wszystko od życia należy , że wszystko jest natychmiast i istnieje droga na skróty. Ja wyrosłem w przekonaniu, że swoje marzenia zdobywa się pracą, konsekwencją i uporem. Oni od razu pytają o pieniądze i bywają sfrustrowani, kiedy coś nie jest na pstryknięcie palcami - jak w Internecie czy przez komórkę. Przez ograniczenie dostępu do natychmiastowych mediów my mieliśmy więcej cierpliwości do życia. Dzięki temu, co zapamiętaliśmy z czasów komuny, zauważamy zmiany w Polsce. Widzimy ten potężny skok, jaki się dokonał we wszystkich dziedzinach życia i to w krótkim czasie. Młodsi ludzie się nad tym nie zastanawiają, bo nie znają innej rzeczywistości. ( Marcin Prokop)

 

---------------------------------------------------------------------------------

1 B. Tadla, Pokolenie `89, czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce. Warszawa 2009, s.19.

2 Tamże, s.196.

3 Tamże, s. 275. 

 

13:29, bibliotekarkaczyta , do duszy
Link Komentarze (3) »
czwartek, 03 listopada 2011

Hey Miśku,

mleko, jabłka, banany [...]

jeżeli uniesiesz, weź jeszcze kurczaka i dwie puszki fasolki [...] 

Całuję,
Mama 

 

"Życie na drzwiach lodówki" to powieść pisana w notatkach przez matkę i córkę, które nie mają czasu spokojnie ze sobą pobyć i porozmawiać. Codziennie piszą do siebie informacje drobne, błache, ale z czasem również te bardziej ważne, dotyczące ich życia. Książka jest niezwykle przejmująca i smutna. Pokazuje jakie jest życie współczesnego społeczeństwa - każdy żyje w stresie i pośpiechu, nie zwracając uwagi na to, że coraz mniej czasu poświęca swoim bliskim.

 

Kochanie, umówiłam się dziś na wizytę u lekarza. Próbowałam Ci o tym powiedzieć. To nic poważnego, ale czułabym się nieswojo, gdybyś nie wiedziała. Wyczułam guzek w prawej piersi. W końcu zapisałam się do lekarza. Chciałam Ci o tym powiedzieć, zanim do niego pójdę, ale chyba nie było okazji[...] 

Mama 

 

 

Chora na raka mama i jej nastoletnia córka zminimalizowały swoje życie do przylepianych karteczek na drzwiach lodówki... Przyzwyczaiły się do tej formy dialogu i nie były w stanie okazywać sobie uczuć w tak trudnej dla nich chwili... musiało wystarczyć zdawkowe xox (całus-uścisk-całus, czyli buziaki i uściski) i Kocham Cię na żółtej karteczce. 

 

Najukochańsza mamo, poszłam dzisiaj na spotkanie grupy wsparcia i Mary zaproponowała mi, żebym do ciebie napisała, mimo, że nie będziesz mogła tego przeczytać. Powiedziała, że może mnie to do ciebie zbliży i że pewnie są rzeczy, o których nie zdążyłam Ci powiedzieć. Przyjechałam do naszego domu, żeby napisać ten list. Siedzę przy stole w kuchni[...] czekam, aż wrócisz i opowiesz mi o dzieciach, które odebrałaś, albo po prostu mnie przytulisz. Najgorsze jest to, że kiedy tu przyjechałam, natychmiast spojrzałam na lodówkę i nie znalazłam tam karteczki od ciebie. Drzwi były białe i puste. Nie mogłam przestać płakać...

 

Przepraszam tych, którzy nie czytali tej książki, że zdradziłam zakończenie, ale nie mogłam się powstrzymać, ponieważ jest ono dla mnie szczególne i wzruszające...

 

Czas się zatrzymać...rozejrzeć się...i znaleźć czas.... 

 

Ocena 6/6 

niedziela, 25 września 2011

Często jest tak, że tęsknimy za tym, czego nie mamy. Zazdrościmy innym różnych przeżyć, wrażeń, rzeczy, pieniędzy... Myślałam, że mnie ten stan nie dotyczy, jednak zmieniłam zdanie po lekturze tej książki.

"RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" to cudowne wspomnienia z lat młodości dziennikarza muzycznego, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Książka jest zabawna, pełna humoru. Czytając ją na kanapie miałam wrażenie, że Mann siedzi obok mnie, w czerwonych spodenkach, okrągłych okularach i opowiada o prywatkach, na których był z grupą The Animals, pokazuje zdjęcia i płyty winylowe, które posiadał, a także śmieje się w głos, przypominając sobie różne anegdotki.

Zazdroszczę Mannowi tych wspomnień, życia w latach rock&rolla i płyt winylowych. Ja należę do cyfrowego pokolenia, które zdjęcia i muzykę posiada w komputerach, a gwiazdki muzyki pop gasną po kilku miesiącach. Może to moje pesymistyczne podejście, ale takie są moje odczucia.

Czułam tę książkę każdą cząstką swojej duszy i ciała...

(jedyne co mi przeszkadzało to jaskrawopomarańczowy druk na niektórych stronach)

 

Ocena: 6/6

| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Zakładki:
Literaccy blogerzy
Przeczytałam 2012
Przeczytałam 2011
Szablon
Lubię czytać Co czytać?