Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości.
Kategorie: Wszystkie | BIBLIOTEKA | Fantastyczne zauroczenie | WYZWANIE | do duszy | lubię to! | myśli nieuczesane
RSS

Fantastyczne zauroczenie

piątek, 06 lipca 2012

Za sprawą George`a R.R. Martina wracam do kategorii fantastyczne zauroczenie. Po „Grę o tron” sięgnęłam z czystej ciekawości, o co tak naprawdę ten szum wokół cyklu i serialu. Nie wypadało jej nie przeczytać, ponieważ dostałam ją w prezencie od Narzeczonego, a dodatkowo kusiło piękne wydanie w twardej oprawie pachnące jeszcze drukarnią.

Konkretna akcja powieści zaczyna się, gdy król Robert Baratheon przybywa do Eddarda Starka, by poinformować go o śmierci królewskiego namiestnika lorda Arryna. W związku z tym król Robert, ze względu na wieloletnią przyjaźń z głową rodu Starków, prosi Eddarda, by ten przejął funkcję po zmarłym lordzie.

Ned przyklęknął na jedno kolano. Nie czuł się zaskoczony propozycją. Czy mógł być inny powód, dla którego Robert odbył tak daleką podróż? Królewski Namiestnik był drugą co do ważności osobą w Siedmiu Królestwach. Przemawiał głosem Króla, dowodził jego wojskami i pisał królewskie prawa. Czasem też zasiadał na Żelaznym Tronie, z którego wymierzał sprawiedliwość w imię Króla, kiedy ten był nieobecny lub chory. Robert proponował mu odpowiedzialność tak wielką jak całe królestwo1.

Eddard ma wiele obaw, ponieważ podejrzewa, że lord Arryn nie umarł śmiercią naturalną. Razem ze swoją żoną Catelyn odkrywają, że na dworze królewskim zawiązano spisek przeciwko królowi. Ich przypuszczenia potwierdzają się, gdy ktoś próbuje zabić ich ukochanego syna. Eddard Stark przyjmuje propozycję Roberta, by odkryć spisek… jednak nie przypuszczał, że na dworze królewskim wiele osób patrzy mu na ręce… Historia rozwija się z wielkim rozmachem, a wszystko to prowadzi do gry o tron…

 

Z początku lekturze towarzyszyło zdezorientowanie. Już na pierwszych kartkach Martin przedstawił głównych bohaterów o skomplikowanych i trudnych do zapamiętania imionach. W trakcie dalszego czytania, kilkakrotnie musiałam cofnąć się do pierwszych rozdziałów, by pokojarzyć, kto jest kim. Jednak wkrótce lektura wciągnęła mnie tak bardzo, że w trakcie czytania odczuwałam pełne skupienie i drażniło mnie, jeśli ktoś zakłócił moją wizytę w Zachodnich Krainach. Myślę, że popularność tej książki jest tak duża ze względu na znakomity serial jaki powstał na podstawie powieści, ale przede wszystkim dzięki wciągającej fabule i ciekawym postaciom, które z rozdziału na rozdział stają się coraz bardziej intrygujące. Książce towarzyszą zaskakujące zwroty akcji oraz to, że świat fantastyczny jest przedstawiony bardzo realistycznie i powieść zaciekawia nie tylko miłośników fantasy. Niektóre sceny są mocno dosadne, a Martin jest pisarzem, który nie owija w bawełnę, co jednym może się podobać, a innym nie (mnie bynajmniej motywowały do dalszego czytania). Jedyne co może odstraszyć to objętość cyklu, ponieważ każdy z tomów liczy sporo ponad 500 stron, a jest ich na razie 5. Mogę powiedzieć, że pierwsza część zaciekawiła mnie do tego stopnia, że pobiegłam do księgarni po „Starcie królów”. Zobaczymy czy po drugim tomie, liczącym ponad 1000 stron będę miała ochotę na kolejne.

 

------------------------------------------------------

1) G.R.R. Martin, Gra o tron. Kraków, 2011, s. 53.

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Trylogia Trudi Canavan otworzyła moją przygodę z fantastyką, której do tej pory unikałam jak ognia. Jednak popularność tej autorki przyciągnęła mnie do jej książek. Szukałam pewnej odmiany i znalazłam ukojenie w tej właśnie serii.

Pierwszy tom zaczął mi się podobać już po kilku kartkach, urzekł mnie styl Canavan i lekkość z jaką pisze. Ponadto historia Sonei przypominała mi Harrego Pottera. Sonea też budzi w czytelniku współczucie ze względu na swoje pochodzenie i przyjazną naturę. Książka aż iskrzy od przygód i magii, co doprowadzało moją wyobraźnię do jej najskrytszych zakamarków. Czytając Canavan podczas zimnego i deszczowego urlopu, czułam, że znalazłam się w innym świecie, byłam razem z Soneą w slumsach i korytarzach Złodzieji, a później śledziłam każdy jej krok w Gildii. Czułam się jak jej przyjaciółka, która momentami chciała szepnąć do ucha, by uważała na podstępy swoich kolegów Nowicjuszy.

                                 Drugi tom pochłonął mnie na tyle, że przeczytałam go w jeden dzień. Kibicowałam Sonei w magicznych pojedynkach, modliłam się by w końcu pokonała Regina, a także liczyłam na to, że Dorrien okaże się miłością jej życia. Jednak życie Sonei w Gildii okazało się bardziej skomplikowane, co jeszcze bardziej podsyciło moją ciekawość i z utęsknieniem czekałam na rozwiązanie niebezpiecznego sporu toczącego się między Kyralianami a Sachakanami. 

Jednak największym rozczarowaniem okazał się dla mnie trzeci tom trylogi, ponieważ momentami był nużący i miałam wrażenie, że zabrakło autorce zapału przy pisaniu "Wielkiego Mistrza". Mimo wszystko trylogia okazała się dla mnie miłym początkiem przygody z fantastyką. Odkryłam w sobie nowe zamiłowanie i w księgarniach nie omijam już półek z fantastyką. A swoich czytelników dopytuję, o wrażenia z lektury fantastyki.

Ocena: 5/6

 

A na koniec trochę prywaty:

dziękuję autorce bloga Książki zbójeckie http://ksiazkizbojeckie.blox.pl/html za miłe słowa, uratowałaś ten blog przed zapomnieniem!

 

| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Zakładki:
Literaccy blogerzy
Przeczytałam 2012
Przeczytałam 2011
Szablon
Lubię czytać Co czytać?