Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości.
niedziela, 23 października 2011

" James Fray. Urodzony w Cleveland, Ohio, dwunastego września tysiąc dziewięćset sześćdziesiątego dziewiątego roku. Kiedy miał siedem lat, zaczął popijać z drinków rodziców. Kiedy miał dziesięć lat, po raz pierwszy się napruł. Kiedy miał dziesięć lat, po raz pierwszy wymiotował z przepicia. Kiedy miał dwanaście lat, wypalił pierwszego skręta. Kiedy miał trzynaście lat, pił i palił regularnie. Kiedy miał czternaście lat, po raz pierwszy urwał mu się film. Kiedy miał piętnaście lat, został trzy razy aresztowany. Za prowadzenie bez prawa jazdy, za wandalizm i niszczenie mienia, za zakłócanie porządku publicznego i posiadanie alkoholu przez nieletniego. Kiedy miał piętnaście lat, po raz pierwszy spróbował kokainy, kwasu i kryształków metamfetaminy. Kiedy miał szesnaście lat, został aresztowany kolejne trzy razy. Zaczął pić i brać narkotyki przed pójściem do szkoły. Zaczął sprzedawać alkohol i narkotyki kolegom. Regularnie tracił przytomność i wymiotował. Kolejne trzy aresztowania w wieku siedemnastu lat. [...] Kiedy miał osiemnaście lat, aresztowany dwa razy. Pierwsze przedawkowanie narkotyków, pierwsze zatrucie alkoholowe. Pierwszy raz wymiotował krwią, pierwszy krwotok z nosa po kokainie. Dziewiętnaście. Tracił przytomność pięć razy na tydzień, wymiotował pięć razy w tygodniu. Pierwzy raz obudził się nie wiedząc, gdzie jest i jak się tam znalazł. Dwadzieścia - tracił przytomność siedem razy w tygodniu. Dwadzieścia jeden. Trzy aresztowania. [...] Dwadzieścia dwa. Postępujące uzależnienie od alkoholu i cracku. Dwadzieścia trzy. Postępujące uzależnienie. Coraz większe problemy zdrowotne."

"Milion małych kawałków" to opowieść Jamesa Freya o jego uzależnieniu, to relacja z jego życia w ośrodku dla uzależnionych. Relacja bardzo szczegółowa, niecenzurowana. Przejmująca, aczkolwiek do pewnego momentu. Z wielkim zapałem czytałam książkę do połowy, jednak zaczęłam się czuć, jakbym również coś wzięła. Coraz ciężej szło mi przewracanie kartek, w kilku momentach byłam wręcz znużona i skołowana czyją historię opowiada Frey. Relacja Jamesa jest naszpikowana przeskokami myślowymi, które mogą zmęczyć czytelnika, a także wieloma powtórzeniami tych samych słów, co bardzo utrudniało mi czytanie. 

"Jestem przytomny, ale nie mogę się ruszyć.

Znikam.

Znikam.

Znikam.

     Znikam. "

Czytając takie fragmenty czułam, jakby ktoś szeptał mi do ucha te powtarzające wyrazy, a moje powieki robiły się coraz cięższe, a mózg mój odpływał. 

Książka Freya została ogłoszona Bestsellerem New York Timesa. Jednak myślę, że w tym gatunku znajdą się dużo lepsze i ciekawiej napisane relacje.  A ta, jak dla mnie, była rozbita na milion małych kawałków... 

Ocena: 3,5/6 

sobota, 08 października 2011

Opadły już emocje po przeczytaniu tej książki. Agata Tuszyńska stworzyła historię żydowskiej śpiewaczki z warszawskiego getta. Wiera miała wszystko - urodę, piękny głos, muzyka grała w całej jej duszy. W warszawskim getcie, w restauracjach, w artystycznym świecie, wszędzie słyszano nazwisko Gran. Jednak z czasem zaczęło przerażać, budzić wstręt.

Tuszyńska - jedna z najlepszych polskich biografistek, stworzyła staranną historię, popartą wieloma dokumentami i rozmowami. Ich spotkania odbywały się przez ostatnich kilka lat życia Wiery. Nie były łatwe...

- Wy, Polki, macie w sobie wrodzoną bezczelność. Paskudną arogancję. Przychodzi taka i prosi o wywiad. Więcej jest takich[...]

- Czy ja coś pani zrobiłam, pani Wiero?

                                     - Inni zrobili, to wystarczy. [...]

Rozmawiamy przez tydzień na wycieraczce. Białe stołki. Niewygoda. Drobna kamienna kostka na podłodze, malowane olejno, mdłe lamperie. Przejściowe miejsce. Jesteśmy na progu zaufania. W przedsionku znajomości. A potem któregoś dnia zapukałam, jak dotąd, a ona uchyliła drzwi. Nieśmiało, przepraszająco, ale stanowczo zagarnęła mnie do środka.

Udało się! Tuszyńska (jak mawiała Wiera) "weszła do jej duszy przez kiszkę stolcową". Stworzyła niezwykłe świadectwo osoby prześladowanej, oskarżonej i bronionej przez Żydów, którzy podzielili się na dwa obozy. Jeden, który krzyczał,iż jest w posiadaniu dowodów, obciążających Wierę, drugi, który twierdził, że Wiera nigdy nie współpracowała z gestapo. Tuszyńska przez całą książkę zadawała sobie pytanie:

Co zrobić z tym świadectwem? Jak je rozumieć? Jak i kogo bronić?

 

Książka rzuca nowy cień na niektóre wydarzenia i osoby. Wiera wielokrotnie powtarza w swojej relacji, że w trakcie wojny widziała swojego pianistę Szpilmana jako żydowskiego policjanta, który wyłapywał ludzi do transportu.

Nie mogę tego zapomnieć. Wywlekał za włosy kobiety. Chronił dłonie. Ręce pianisty wymagały specjalnej opieki. Nigdy o tym nie mówiłam, nie chciałam mu szkodzić. Teraz chcę, żeby wiedział, że ja wiem.

Gdy po wojnie próbowała wrócić do śpiewania szukając posady w Polskim Radio, natrafiła na Szpilmana, który się żachnął:

To Ty żyjesz?! Przeżyłaś?! Byłaś na usługach gestapo!

Od tego momentu rozpoczęła się lawina oszczerstw i plotek. Wiera nigdy nie wróciła do normalnego życia, zawsze prześladowała ją przeszłość. Wielokrotnie brała udział w procesach sądowych, w Izraelu, we Francji, w Polsce krzyczano: KOLABORANTKA! Ścigała ją przeszłość.A ona miała coraz mniej siły by walczyć, w każdym człowieku widziała swojego wroga.

Od lat mieszkała sama. Odkąd pamięta, od wyjazdu z Polski. Mężczyźni na przychodne. Psy na dłużej. Z czasem zabrakło i jednych, i drugich. [...]

Diagnoza medyczna: mania prześladowcza [...] Nie wiadomo dokładnie, kiedy to się stało. Bała się tego od lat. Utopiona w kale. To był wyraz zbrukania, upokorzenia, znieważenia. Potem przyszli ONI i nie dawali spokoju. Do końca. Przez długi czas jej choroba była dla mnie równoznaczna z jej cierpieniem.

Bardzo ciężko ocenić mi tę książkę, ponieważ wywarła na mnie niebywałe emocje. Miałam ochotę sama zabrać się za dojście do prawdy. Moim zdaniem istniała osoba, która nie posiadała umiejętności artystycznych tak doskonałych jak Wiera, nie miała jej urody, wdzięku, popularności. Jednak miała coś na sumieniu, coś co mogło bardzo pozbawić ją życia.

Życie kosztuje. Przeżycie kosztuje. Jeśli towarem jest życie, dla niektórych czy dla większości - cena nie gra roli. Kto wyznaczył cenę? Kto dobijał targu? Nie zawsze szmalcownicy i kanalie...

 

17:55, bibliotekarkaczyta
Link Komentarze (3) »
czwartek, 06 października 2011

Mam do sprzedania parę książek:

 

1) T. Gerritsen, Nosiciel

2) M. Lis, Joomla! 1.5. Prosty sposób na własną stronę WWW

3). P. Coelho, Brida

4) S. Macbride, Dom krwi

5) R. Cook, Ciało obce


Więcej informacji na maila:asia.dryja@gmail.com



21:58, bibliotekarkaczyta , myśli nieuczesane
Link Dodaj komentarz »
środa, 28 września 2011

W piątek rozpoczynam kolejny i ostatni rok akademicki na Uniwersytecie Wrocławskim. Ostatni i bardzo pracowity, bowiem czeka mnie ciężki egzamin z współczesnej bibliologii, a także obrona pracy magisterskiej. Co za tym idzie, będę miała mniej czasu na czytanie książek dla przyjemności. Wczoraj odgrzebałam swoje podręczniki i jedna półka na regale wypełniła się książkami akademickimi i notatkami...A tak było przyjemnie, gdy były schowane w pudełkach...

Ale muszę się wziąć w garść, zacisnąć zęby i przyzwyczaić się do ich widoku.

Oto książki, które w tym roku akademickim opanują moją przestrzeń:

 Migoń K. , Nauka o Książce

 

 Koredczuk B. , Początki teorii bibliologii

 

 

 Borecka I. , Biblioterapia w edukacji czytelniczej i medialnej...

 

 

 tej chyba nie muszę przedstawiać, saga będzie mi towarzyszyć przez cały rok, bowiem jest przedmiotem mojej pracy mgr.

Także mogę tutaj chwilowo zamilknąć, aczkolwiek mam nadzieję, że uda mi się wykrzesać kilka wpisów. A przede wszystkim mam nadzieję, że znajdę czas na czytanie.



13:01, bibliotekarkaczyta , myśli nieuczesane
Link Komentarze (6) »
niedziela, 25 września 2011

Często jest tak, że tęsknimy za tym, czego nie mamy. Zazdrościmy innym różnych przeżyć, wrażeń, rzeczy, pieniędzy... Myślałam, że mnie ten stan nie dotyczy, jednak zmieniłam zdanie po lekturze tej książki.

"RockMann, czyli jak nie zostałem saksofonistą" to cudowne wspomnienia z lat młodości dziennikarza muzycznego, którego chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Książka jest zabawna, pełna humoru. Czytając ją na kanapie miałam wrażenie, że Mann siedzi obok mnie, w czerwonych spodenkach, okrągłych okularach i opowiada o prywatkach, na których był z grupą The Animals, pokazuje zdjęcia i płyty winylowe, które posiadał, a także śmieje się w głos, przypominając sobie różne anegdotki.

Zazdroszczę Mannowi tych wspomnień, życia w latach rock&rolla i płyt winylowych. Ja należę do cyfrowego pokolenia, które zdjęcia i muzykę posiada w komputerach, a gwiazdki muzyki pop gasną po kilku miesiącach. Może to moje pesymistyczne podejście, ale takie są moje odczucia.

Czułam tę książkę każdą cząstką swojej duszy i ciała...

(jedyne co mi przeszkadzało to jaskrawopomarańczowy druk na niektórych stronach)

 

Ocena: 6/6

środa, 21 września 2011

 Dla mnie "Gorzka czekolada" okazała się pyszną słodyczą, którą mogłabym ciągle pochłaniać i byłoby mi mało. Książkę przeczytałam kilka miesięcy temu, lecz teraz za sprawą fantastycznego głosu Marii Seweryn słucham audiobooka codziennie w drodze do pracy.  Lesley Lokko stworzyła powieść (nie jedną!), którą czyta się bez opamiętania. To wzruszająca opowieść o trzech kobietach: Laurze, Ameline i Melanie. Laura i Ameline są sobie bliskie jak siostry, z tą różnicą, ze Ameline jest pokojówką. Spokojne życie dziewczyn zmienia swój bieg, gdy Laura - piękna Haitanka poznaje żołnierza, z którym zachodzi w ciąże. Wściekła babka odsyła ją do matki do Chicago, by nie wychowywać nieślubnego bękarta. Jednak, gdy Laura przylatuje do Chicago, poznaje gorzką prawdę o swojej matce i jak bańka mydlana rozpłynął się sen o Ameryce... Z kolei Ameline zrozpaczona wygnaniem jej ukochanej Lulu, rozpoczyna nowe życie z dala od domu Państwa Salazar. Melanie to rozpieszczona nastolatka - córka znanego rockmana, która ciągle wierzy, że wszystkie obietnice jej ojca się spełnią. Jednak jej wytrzymałość ma swoje granice, pewnego dnia postanawia się zemścić na swoich bliskich i świadoma swojej urodu i wdzięku, uwodzi męża swojej matki...

 

Losy głównych bohaterek w pewnym momencie zazębiają się i powieść nabiera nowego kształtu. Każda z dziewczyn rzucona zostaje w dorosłe życie jak na głęboką wodę i robią wszystko, by przetrwać, by utrzymać się na powierzchni. To powieść o każdym z nas, bo przecież każdy popełnia w życiu jakieś błędy, a często musimy płacić za błędy młodości przez wiele lat. Jednak przychodzi taki czas, kiedy w życiu odnajdujemy sens tych pomyłek, bo były one "po coś" i wtedy nasza egzystencja nabiera nowych kształtów.

Przeczytałam wszystkie książki Lokko i uważam, że w każdej z nich jest "to coś", aczkolwiek napisane są w podobnym schemacie. Uwielbiam melodyjny styl tej autorki, jej płynące z serca i obserwacji historie, które opisuje.

 

Ocena: 6/6

 

czwartek, 15 września 2011

W okienku numer jeden siedziała Stine Grette i odliczała siedemset trzydzieści koron dla chłopca w niebieskiej robionej na drutach czapce, który przed chwilą podał jej polecenie wypłaty. Za każdym razem, gdy kładła banknot na ladzie, błyskał brylant na serdecznym palcu jej lewej ręki. [...] W tym momencie drzwi do banku otworzyły się i do środka weszło dwóch mężczyzn, jeden wysoki, drugi niski, ubranych identycznie w ciemne kombinezony. [...]

 - Pieniądze! - pisnął jeden z nich - Otwierać drzwi!

Tak rozpoczyna się kryminał Jo Nesbø "Trzeci klucz". Już przy peirwszych zdaniach zaczynam przebierac nogami z podniecenia, bo od razu coś zaczyna się dziać. W uszach zaczyna szumieć krew, poziom adrenaliny rośnie, a mój wzrok chłonie każdą literkę tekstu. Jednak po chwili moje serce uspokaja się, bowiem okazuje się, że to codzienny żart Panów od przewozu gotówki z banku Nordea.

Zegar wybija godzinę 15.21 i właśnie wtedy wszystko się zaczyna. Drzwi ponownie się otwierają, z czarnego kombinezonu mężczyzna wyciąga czarno-oliwkowy karabin AG3.

- This is a robbery. Nobody moves!

Mężczyzna przyłożył lufę  karabinu do karku Stine, pochylił się nad nią i szepnął jej coś do ucha. Ona jeszcze nie wpadła w panikę, ale Harry widział, że piersi unoszą jej się i opadają, jak gdyby delikatne ciało, opięte białą bluzką, która nagle zrobiła się jakby za ciasna , nie dostawało dostatecznej ilości powietrza.

- Helge! Klucze do bankomatu - wyszeptała - bo inaczej... on mnie zabije...

I znowu kolejny dreszczyk emocji, tym razem już na dłuższą metę. Komisarz Harry Hole zostaje przydzielony do grupy rozpracowującej Ekspedytora - człowieka, która napadł na bank Nordea, nie pozostawiając po sobie żadnego śladu. W trakcie śledztwa Hole zostaje wezwany do samobójstwaa w żółtej kamienicy...kamienicy, którą Hole dobrze znał. Na miejscu znajduje swoją dawną kochankę, z którą spędził poprzedni wieczór...jednak nic z tego spotkania nie pamięta. Harry znajduje przy Annie klucze z napisem "A.A." oraz zdjecie z nieznanymi osobami. Mimo iż wszystko wskazuje na próbę samobójczą, Hole postanawia rozpocząć śledztwo na własną rękę. Jednocześnie stara się, by koledzy z wydziału nie powiązali jego osoby z Anną...

Świetny książka, aż iskrzy od napięcia, jaki wprowadza autor do jej fabuły. Szczególnie polecam fanom skandynawskich kryminałów. Historiiarozwija się coraz szybciej, ukazując kolejne fałszywe tropy. Czytając "Trzeci klucz" zaczynasz podejrzewać każdego o mataczenie, o maczanie palców w prowadzonych przez Harrego spraw. To jest właśnie ten dreszczyk emocji, który lubię najbardziej, który powoduje, że chce więcej...więcej...więcej...


Ocena 6/6

środa, 31 sierpnia 2011

   I wszędzie, dokąd obłąkany,
Uciekał, gnany zmorą trwóg,
Tam Jeździec
ścigał go Miedziany  

I ciężko dudnił kopyt stuk

 

Skuszona zachwytami czytelników sięgnęłam także po sagę Paulliny Simons. Czytając pierwszy tom byłam pochłonięta perypetiami Tanii i Aleksandra. Urzekała mnie ich bezpretensjonalna miłość, byłam oczarowana osobowością Aleksandra. Zatracałam się w ich uczuciu z każdą następną kartką, śledziłam coraz szybciej ich życie, by przejść do następnego tomu. Jednak przy drugim tomie dopadła mnie obawa, że dalsze części nie dorównają już pierwszej. I niestety moje obawy okazały się słuszne. Drugi tom czytałam coraz wolniej, zmuszałam się, by poznać zakończenie odysei Aleksandra i Tatiany. Czułam, że wiele sytuacji jest naciąganych, chociażby cudowne odnalezienie Aleksandra w obozie niemieckim. W trzecim tomie heroiczny Aleksander zamienił się w mężczyznę, który nie potrafi znaleźć sobie miejsca w darowanym życiu, co bardzo zaczęło mnie irytować. Wiem, że wiele przeszedł, ale mimo wszystko oczekiwałam, że zajmie się swoją żoną i synem jak należy. A on denerwował się, gdy Tania chciała pójść do pracy, stał się zaborczy, a ona przecież tyle dla niego poświęciła. Ryzykowała swoje życie i szczęśliwe życie ich syna, by wydostać Aleksandra z piekła. Moja strata lub nie, ale nie dobrnęłam do końca Ogrodu Letniego, bo czułam jakby Jeździec ścigał mnie Miedziany i ciężko dudnił kopyt stuk...

Nie ocenię całości sagi, ale pierwszy tom był dla mnie na 5. 



11:54, bibliotekarkaczyta
Link Komentarze (2) »
poniedziałek, 29 sierpnia 2011

Trylogia Trudi Canavan otworzyła moją przygodę z fantastyką, której do tej pory unikałam jak ognia. Jednak popularność tej autorki przyciągnęła mnie do jej książek. Szukałam pewnej odmiany i znalazłam ukojenie w tej właśnie serii.

Pierwszy tom zaczął mi się podobać już po kilku kartkach, urzekł mnie styl Canavan i lekkość z jaką pisze. Ponadto historia Sonei przypominała mi Harrego Pottera. Sonea też budzi w czytelniku współczucie ze względu na swoje pochodzenie i przyjazną naturę. Książka aż iskrzy od przygód i magii, co doprowadzało moją wyobraźnię do jej najskrytszych zakamarków. Czytając Canavan podczas zimnego i deszczowego urlopu, czułam, że znalazłam się w innym świecie, byłam razem z Soneą w slumsach i korytarzach Złodzieji, a później śledziłam każdy jej krok w Gildii. Czułam się jak jej przyjaciółka, która momentami chciała szepnąć do ucha, by uważała na podstępy swoich kolegów Nowicjuszy.

                                 Drugi tom pochłonął mnie na tyle, że przeczytałam go w jeden dzień. Kibicowałam Sonei w magicznych pojedynkach, modliłam się by w końcu pokonała Regina, a także liczyłam na to, że Dorrien okaże się miłością jej życia. Jednak życie Sonei w Gildii okazało się bardziej skomplikowane, co jeszcze bardziej podsyciło moją ciekawość i z utęsknieniem czekałam na rozwiązanie niebezpiecznego sporu toczącego się między Kyralianami a Sachakanami. 

Jednak największym rozczarowaniem okazał się dla mnie trzeci tom trylogi, ponieważ momentami był nużący i miałam wrażenie, że zabrakło autorce zapału przy pisaniu "Wielkiego Mistrza". Mimo wszystko trylogia okazała się dla mnie miłym początkiem przygody z fantastyką. Odkryłam w sobie nowe zamiłowanie i w księgarniach nie omijam już półek z fantastyką. A swoich czytelników dopytuję, o wrażenia z lektury fantastyki.

Ocena: 5/6

 

A na koniec trochę prywaty:

dziękuję autorce bloga Książki zbójeckie http://ksiazkizbojeckie.blox.pl/html za miłe słowa, uratowałaś ten blog przed zapomnieniem!

 

czwartek, 14 lipca 2011

   Mimo iż jestem "dzieckiem demokracji", uwielbiam czytać   książki, których akcja dzieje się w czasach PRL-u. Intryguje mnie atmosfera pustki na sklepowych półkach, konspirowania, stania w długich kolejkach i kupowania na kartki. Dlatego sięgnęłam po książkę Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk Mariola, moje krople! To lekka, zabawna powieść dziejąca się w światku artystycznym. Bohaterowie tej historii, pracownicy teatru w małym miasteczku żyją swym codziennym życiem: stoją w kolejkach, pędzą bimber, hodują świnię w zakamarkach teatru, drukują nielegalne ulotki. I tak w ogólnym rozgardiaszu żona dyrektora i jego sekretarka próbują wpaść w ramiona nowego reżysera Biegalskiego, dyrektor Zbytek pragnie mieć dziecko z Mariolą-sekretarką, a towarzysz sekretarz Martel nakazuje dyrektorowi przygotowanie spektaklu na przyjęcie radzieckich żołnierzy. W międzyczasie aktorzy próbują ukryć przed wzrokiem sekretarza Martela powielacze i bibułki, znajdujące się na terenie teatru. W pełnym napięcia zamęcie aktorzy nieświadomie prowokują wprowadzenie stanu wojennego...

 

W trzech krótkich słowach można określić tę powieść jako lekką, szybką i śmieszną. Gutowskiej - Adamczyk udało się złapać bakcyla Barei i inteligentnie zaśmiać się z czasów PRL-u. Polecam, szczególnie dla osób, które lubią się głośno śmiać.  

 

Ocena: 5/6

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Zakładki:
Literaccy blogerzy
Przeczytałam 2012
Przeczytałam 2011
Szablon
Lubię czytać Co czytać?