wtorek, 14 lutego 2012
Generał Wojciech Jaruzelski został 18 października 1981 roku pierwszym sekretarzem Komitetu Centralnego Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej i prezesem Rady Ministrów. Ale już rok wcześniej, 12 listopada 1980 roku, dwa dni po zarejestrowaniu w sądzie Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego „Solidarnosć” na posiedzeniu Komitetu Obrony Kraju, poinformował, że jest gotowy plan działań i przygotowane zostały akty prawne wprowadzające w Polsce stan wojenny. Akcja „Lato” ruszyła równolegle z sierpniowymi strajkami. Listy z nazwiskami osób wytypowanych do internowania stale aktualizowano w zależności od stopnia aktywności figurantów1. Wrocław. Dziesięć dni przed wprowadzeniem stanu wojennego. 26 - letni Józef Pinior- rzecznik finansowy dolnośląskiej „Solidarności” z dnia na dzień wpada na ryzykowny pomysł walki z ustrojem. Razem z Piotrem Bednarzem, Stanisławem Huskowskim i Tomaszem Surowcem podejmuje 80 milionów z konta NSZZ „Solidarność” Dolnego Śląska. Szybka decyzja, błyskawiczna organizacja, brawurowa akcja. Minęliśmy pierwszy hol, weszliśmy za kratę do drugiego holu i ja z Bednarzem usiedliśmy na krzesłach, a Pinior wszedł za barierkę i udał się do Leszczyńskiej. Jej biurko stało w rogu sali bankowej. Załatwił sprawę, trwało to około kilka minut. Wrócił jednak po chwili, bo okazało się, że miał źle ostemplowany czek, złą pieczątką. Czek ten, gdy dał mi do ręki, to zauważyłem, że jest wypełniony na 80 milionów złotych. Kazał mi czek wymienić u kasjerki Moyseowicz. Pojechałem do regionu, oni zostali w banku […] Kilkadziesiąt minut później jakiś mężczyzna z kobietą przynieśli jeden worek banknotów. Mężczyzna wyszedł i po pewnym czasie przyniósł drugi worek. Zaczęło się liczenie pieniędzy wykładanych na stół. Liczyło siedem osób, Pinior i Bednarz notowali na kartce2. Pieniądze zapakowano w czarnych walizkach do fiata Surowca, następnie w drodze na wrocławskie Osobowice przepakowano do fiata 126p. Stanisława Huskowskiego. Niedługo potem czerwony maluch przejechał przez bramę rezydencji metropolity wrocławskiego, Henryka Gulbinowicza.
Katarzyna Kaczorowska, reporterka specjalizująca się w historii Wrocławia przedstawia relacje osób, którzy podjęli się uratowania pieniędzy „Solidarności” przed konfiskatą państwa oraz ludzi bezpośrednio z nimi związanych. Stara się realnie przedstawić sytuację tamtego okresu: uliczne zamieszki, strajki okupacyjne, internowania oraz łapanki SB. Kaczorowska koncentruje się na scharakteryzowaniu losów bohaterów po 13 grudnia, pokazuje jaką cenę przyszło im płacić przez kilka lat za swoje zaangażowanie w walkę z ustrojem. Tak obszerna opowieść o tej niebywałej akcji podparta jest wieloma dokumentami państwowymi oraz osobistymi osób wymienionych w książce, a także rozmowami z działaczami wrocławskiej „Solidarności” lat 80-tych zaangażowanych działalność związku. Mają w niej szansę wypowiedzi zarówno zaangażowani w sprawę działacze, jak i ich oprawcy.
Dla mnie książka ogromnie fascynująca. Autorka skutecznie zaszczepia u czytelnika ducha tamtych czasów, m.in. dzięki załączeniu zdjęć protokołów sądowych czy fotografii ze strajków. Historia sama w sobie jest niezwykła i nieustannie dręczy mnie pytanie: czy to była intuicja ?? Skok na 80 melonów – to działa na wyobraźnię! Tylko czemu nie wziął dla siebie?! No tak, Solidarność i tak dalej… Ale 80 melonów! No, chyba że na pohybel komunie…ale i tak – 80 melonów!3 ----------------------------------------------------------------------------- 1) K. Kaczorowska, 80 milionów. Warszawa 2011, s. 18. 2) Tamże, s.23-24. 3) Tamże, s. 213.
niedziela, 05 lutego 2012
W trakcie dziennikarskiego śledztwa w sprawie niebezpiecznych interesów byłych agentów KGB, ginie dwoje rosyjskich reporterów. Alex Lubin zostaje zamordowany w jednym z francuskich kurortów zimowych tuż po zameldowaniu w hotelu. Nagle, szybko, w białych rękawiczkach. Kilka dni później sprawę przejmuje jego kolega, Borys Ostrowski. Wyjeżdża on do Rzymu, by przekazać swoje podejrzenia Gabrielowi Allonowi – agentowi izraelskiego wywiadu, który może przeszkodzić byłym agentom KGB, handlującym najnowocześniejszą rosyjską bronią, która ma pomóc Al-Kaidzie w kolejnych zamachach terrorystycznych na najbardziej znienawidzony przez oba państwa kraj - Stany Zjednoczone. Mimo ogromnej czujności obu mężczyzn i wielokrotnych kontroli, Borys zostaje zamordowany wśród tłumu turystów w Bazylice Świętego Piotra, tuż przed spotkaniem z Allonem. Niepostrzeżenie wstrzyknięto mu w ramię rosyjską truciznę, która w ułamku sekundy paraliżuje układ oddechowy. W trybie pilnym Gabriel zostaje powołany przez szefostwo izraelskiego wywiadu do tajnej misji w Rosji. Mężczyzna, idąc tropem zabójstwa Borysa, trafia na ziemie dawnego Związku Radzieckiego, gdzie rozpoczyna grę według reguł Moskwy: Zakładaj, że w każdym pokoju jest podsłuch i każda rozmowa telefoniczna jest kontrolowana. Zakładaj, że każdy, kogo spotkasz, jest pod kontrolą przeciwnika. I nie oglądaj się za siebie. Nigdy nie jesteś zupełnie sam…2
Na miejscu, by móc zdobyć informację o śledztwie Borysa, Allon rozpoczyna zabawę w kotka i myszkę z agentami Federalnej Służby Bezpieczeństwa, która jest zdolna do wszystkiego, by pozbyć się natrętnej muchy, jaką okazuje się być węszący Gabriel…
Znakomity thriller Daniela Silvy jest niezwykle wciągający. Zaskakująca, wartka akcja, która dzieje się w kilku miejscach na świecie, przykuwa uwagę na każdej stronie. Powieść obfituje w intrygi, podstępy, prowokacje, czyli wszystko to, co powinna mieć idealna powieść szpiegowska. Ogromny plus dla autora za to, że nie zaszufladkował Gabriela Allona jako superbohatera, któremu wszystko idzie jak z płatka. Dzięki temu czytelnik nie jest znudzony, tylko chce więcej…więcej… mimo tego, że oczy zamykają się już ze zmęczenia po całym dniu pracy. ---------------------------------------------------------------------------------- 1) D. Silva, Reguły Moskwy.Warszawa 2010, s. 83. 2) Tamże, s.74.
wtorek, 31 stycznia 2012
Biblioteka jest instytucją, która samym swoim istnieniem świadczy o rozwoju kultury. Jest wymownym znakiem jedności kolejnych pokoleń, które z różnorodności czasów i kwestii tworzą wspólne patrymonium kultury i nauki. Biblioteka jest więc szczególną świątynią twórczego ducha ludzkiego, który odzwierciedla owo Boże natchnienie, które towarzyszyło dziełu stworzenia świata i człowieka. Jan Paweł II WIZJA 1 - Zbrodnia w Bibliotece Motyw biblioteki coraz częściej jest wykorzystywany przez pisarzy i poetów. Jest ona postrzegana jako miejsce zagadkowe, niezgłębione, skrywające rozmaite tajemnice. Miejsce specyficzne, magiczne, pełne różnorakiej wiedzy ukrytej w niezliczonych egzemplarzach książek i czasopism. Idealnie wpisuje się w konwencję świata zarówno współczesnego, a także minionych epok. Jest przedstawiana dosłownie i poprzez alegorie. W 1942 roku mistrzyni kryminału Agatha Christie, postanowiła umiejscowić trupa (bez którego kryminał nie może się obejść) właśnie w bibliotece. W spokojnej wsi, w domu państwa Bantry jeden z poranków rozpoczął się niezwykle interesująco: Pani Bantry zmarszczyła czoło. W jej półsen wdarło się coś niezwykłego, czyjeś kroki na korytarzu, o wiele za szybkie, o wiele za wcześnie […] Pukanie[…] Drzwi otworzyły się – zaraz zadzwonią kółka przy firankach i w pokoju zrobi się jasno. Ale kółka nie zadzwoniły. W zielonym półmroku rozległ się zdyszany, histeryczny głos Mary: - Och, proszę pani, proszę pani… w bibliotece leży trup!1 W domu Bantrych biblioteka była miejscem uwielbianym, małżeństwo z chęcią spędzało w niej wolny czas po posiłkach, oddając się lekturze zgromadzonych przez siebie woluminów oraz innym rozrywkom. Stwarzała ona intelektualny klimat i stanowiła o przywiązaniu i obcowaniu z kulturą. Był to duży pokój, trochę nieporządny i zniszczony. Stały w nim olbrzymie, miękkie fotele. Na stole walały się fajki, książki i gazety. Dwa dobre stare portrety rodzinne wisiały na ścianach, poza tym kilka kiepskich akwareli i parę niby to śmiesznych scen myśliwskich. W rogu stał duży flakon z margarytkami. Cały pokój był mroczny, ciepły i przytulny. Świadczył o długoletnim używaniu go, swym wyglądem zaś opowiadał o przyzwyczajeniach właścicieli i ich starej tradycji2.
Biblioteka w kryminale Agathy Christie z prywatnego, zacisznego terytorium stworzonego przez małżonków w celu zażywania rozrywki, stała się miejscem, który morderca wybrał na wyeksponowanie ciała swojej ofiary. Od tej pory dywan z niedźwiedziej skóry, na którym spoczywała denatka i ciężki, staroświecki wystrój biblioteki kojarzył się z zagadkowym morderstwem, które próbuje rozwikłać stara Panna Marple… ---------------------------------------------------------------------------------------------- Notki z cyklu "Biblioteka" będą ukazywały się w każdy ostatni dzień miesiąca. ---------------------------------------------------------------------------------------------- 1) A. Christie, Noc w bibliotece. Warszawa 2001, s.6. 2) Tamże, s. 14-15.
niedziela, 29 stycznia 2012
Sekret wart jest tyle, ile warci są ludzie, przed którymi powinniśmy go strzec1. Rok 1945. Mały Daniel Sempere, przemierza z ojcem piękne uliczki Barcelony, by dopełnić rodzinnej tradycji. Stary Sempere – księgarz i antykwariusz zabiera Daniela do tajemniczego miejsca, w którym znajdują schronienie książki zapomniane. To miejsce Danielu, jest tajemnicą i miejscem świętym. Każda znajdująca się tu książka, każdy tom, posiadają własną duszę. I to zarówno duszę tego, kto daną książkę napisał, jak i dusze tych, którzy tę książkę przeczytali i tak mocno ją przeżyli, że zawładnęła ich wyobraźnią. Za każdym razem, gdy ks Mały Daniel oszołomiony tym, że musi wybrać sobie jedną, JEDYNĄ książkę, którą zaadoptuje, by ocalić ją od zapomnienia, błądził po zakamarkach zagadkowego labiryntu, w którym unosiła się woń starego papieru, kurzu i magii… Dotykał grzbiety niezliczonych książek… Zerkał na spłowiałe tytuły… Odkrywał bezkresny wszechświat zapomnianych woluminów… Nagle ją zauważył… Wystawała niepozornie ze skraju jednego regałów, oprawiona w skórę barwy czerwonego wina, i wyszeptywała swój tytuł złotymi literami płonącymi w spływającym spod kopuły świetle3. "Cień wiatru” Julian Carax Chłopiec zatopił się w lekturze do tego stopnia, że za wszelką cenę chce zdobyć inne książki Caraxa, które w niewyjaśnionych okolicznościach ulegają spaleniu. Daniel próbuje rozwikłać ów sekret i zdobyć informację o swoim ukochanych autorze. Nie podejrzewał, że swoim zainteresowaniem wprawił w ruch historię, która zatoczy się kołem… Rozpoczął największą i najbardziej niezwykłą historię swojego życia… „Cień wiatru” Zafona był moją zapomnianą książką, która przeleżała kilka lat na moim regale. Bardzo żałuję, że tak późno odkryłam magiczny świat Zafona. Lektura niesamowita, ukazująca siłę literatury i charakteru młodego człowieka. Dzięki jednemu z bohaterów stworzonych przez Zafona, Ferminowi Romero de Torres lektura jest przepełniona błyskotliwymi puentami, które rozbawiają czytelnika. Mój egzemplarz „Cienia wiatru” jest przyozdobiony licznymi podkreśleniami tekstu oraz wykrzyknikami. Ta książka jest jedną z tych, po których trzeba odpocząć, odetchnąć, by spojrzeć trzeźwym okiem na inne pozycje. Nie przez pryzmat twórczości Zafona.
PS. Pierwsza książka z WYZWANIA zaliczona :)
------------------------------------------------------------- 1) C.R.Zafon, Cień wiatru. Warszawa 2008,s.15. 2) Tamże, s.10. 3) Tamże, s.11.
wtorek, 24 stycznia 2012
Pewnego niczym się nie wyróżniającego dnia zadzwonił telefon i pewien niczym się nie wyróżniający, choć konkretny głos, który należał do konkretnego właściciela – z sobie znanych powodów nie powiem do kogo – zaproponował nam bardzo interesującą pracę. Polegała ona na zaokrętowaniu się na polski statek flagowy „Stefan Batory” w celu rozbawienia udających się nim w rejs śródziemnomorski pasażerów1. I tak rozpoczęły się pełne przygód „Podróże małe i duże” Manna i Materny. Napisane barwnym językiem, z nutą wzajemnych uszczypliwości, bawią czytelnika niemal na każdej stronie. Książka zawiera wspomnienia z 14 podróży, opowiadane jednocześnie z perspektywy pana Krzysztofa (tekst wyróżniony granatową czcionką) i pana Wojciecha (czcionka różowa). Oczywiście nie zabrakło przekomicznych fotografii, które utrwaliły odwiedzane miejsca oraz styl tamtych lat, a także historii o kawałach, jakie panowie lubili robić sobie nawzajem i innym uczestnikom ich wypraw. Ponadto czytelnik dowiaduje się jak rozpoczynała i kształtowała się ich wspólna kariera ( Bal Marlboro czyli wesołe nutki na wesołej pięciolinii z Wojciechem Mannem i Krzysztofem Materną), w jaki sposób wprowadzili cło na plastikowe tureckie dywany, a także jak reagowała na ich występy polska publiczność w Ameryce. Ja dołączyłam do tej podróży wsiadając w Rumunii na Batorego i popłynęłam w rejs z MiM przez kolejne kartki książki. I nawet nie dokuczyła m
Hmmm…chyba nikogo nie dziwi, że wciągnęła mnie ta książka… :)
W.Mann, K. Materna, Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami. Kraków 2011, s. 20-21.
piątek, 20 stycznia 2012
Ona – młoda kobieta na emigracji we Francji, zakochana w filozofii, przeżywa wielkie rozczarowanie miłością i życiem. Opętana chorą miłością do reżysera filmów Laskiego, analizuje wielokrotnie swoją sytuację u boku sławnego i wielbionego mężczyzny. Jestem Nikim przy sławnym, bogatym Laskim. Olbrzymie intelektu i kultury szalejącym w swoim luksusowym apartamencie. Zaślepiony paranoją walczy z niewidzialnym wrogiem. Ja – bezdomna Nikt płynę mu na spotkanie promem i nie domyślam się, że słyszę własną przyszłość. Miłosne wyznania zagłuszane groźbami rozjuszonego ludojada. Przyszłość nie jest tym, co nieznane, ale tym czego nie chcemy rozpoznać w ziarnach pozornie nieznaczących gestów, rzuconych przypadkiem słów, wróżebnym locie ptaków1. Pozornie nic nie znaczące wydarzenia z przeszłości, zaczęły wpływać na kształt jej współczesnego życia. W dzieciństwie uwielbiała wizyty u dentystki, która znieczulała ją eterem… kochała ten stan nieświadomości… ….TRANS…. Poślubiła bohatera – anarchistę, który pierwszy biegł z pałką na ZOMO. Podjęli decyzję o wyjeździe na Zachód, do Francji, by zapewnić sobie lepsze jutro. Jednak Francja nie okazała się ziemią obiecaną. Zamknięci w celi obozowego pokoju dla uchodźców, nie potrafili poprosić po francusku nawet o herbatę. Dostaliśmy stypendium naukowe dla emigrantów. Dorabiałam wykańczaniem włoskich butów. Przynosiłam do domu dwieście par. Taśmowo kleiliśmy obcasy, lakierowane skórki. Wdychaliśmy klej, byliśmy na ciągłym haju. Wigilię trzeba było uczcić czymś świątecznym. Kupiliśmy kostkę haszyszu2 […] …TRANS… Na ciągłym haju zdradziła męża. Przestała kontrolować swój umysł. Wybrała przypadkowego chłopaka z metra, później nie miała żadnych skrupułów. Została sama w obcym Paryżu. Poznała Laskiego i dała się ponieść chorej miłości bez pokrycia. Poniżana i ciągle odsuwana na dalszy plan, dryfuje po morzu, zwanym życie. Ciągle „boli ją pamięć”, więc usypia się haszem… …TRANS…
Kobieta nie powinna dawać mężczyźnie innych powodów do rozwodu poza tym, że jest kobietą. Kobiecość to wystarczająca wada razem z swoją zmienną naturą, starzeniem się, zrzędliwością3. I to pisze założycielka Partii Kobiet, która w moim mniemaniu, powinna wysoko nosić głowę, właśnie dlatego, że jest kobietą! Kiedyś przeczytałam, że ostatnie książki Gretkowskiej skłaniają się ku prozie osobistej, niemal intymnej. Główna bohaterka „Transu” podobnie jak Gretkowska ukończyła filozofię i obydwie znają realia życia we Francji, zatem zadaję sobie pytanie czy można postawić znak równości pomiędzy Panią Manuelą a Panią Filozof z „Transu”… Oceńcie sami. -------------------------------------------------------------------------------------- 1. M. Gretkowska, Trans. Warszawa 2011, s.11. 2. Tamże, s.39-40. 3. Tamże, s.76.
środa, 18 stycznia 2012
Beata Tadla - dziennikarka TVN-u przeprowadziła wywiady z czterdziestoma siedmioma znanymi osobami, którzy zgodzili się opowiedzieć historię swojego dzieciństwa. Zapytała ich m.in. o dziecinne marzenia, doświadczenia z Polski Ludowej, "Solidarność" i tęsknotę za Zachodem, pełnymi półkami w sklepach. Książka obfituje w śmieszne anegdotki, m.in. opowiedziane przez Marcina Prokopa i Piotra Adamczyka, które rozbawiły mnie niemal do łez. Nigdy nie zapomnę. Był stan wojenny. Wracaliśmy maluchem od babci. Co chwilę Ponadto opowiadają oni wzruszające historie swojego życia, podparte zdjęciami z rodzinnych albumów oraz fotografiami wydarzeń tamtych lat. Beata Tadla niemal każdemu zadaje pytanie o to, jaką spuściznę pozostawił PRL pokoleniu `89 oraz czy dzieci PRL-u potrafią opowiadać o swoim dzieciństwie własnym dzieciom. Bohaterowie wywiadów pochodzą z różnych domów: bogatych, biednych, solidarnościowych i partyjnych, byli dziećmi robotników, nauczycieli oraz dyplomatów i partyjnych dygnitarzy. Każdy ma inne spojrzenie na tamtą rzeczywistość, jednak niemal wszyscy z rozmażeniem wspominają puszkę Coca-coli, gumę Donald czy pomarańcze... Oraz wybór Karola Wojtyły na papieża.
Dziennikarka zadawała często w swoich wywiadach pytanie, czym różni się pokolenie `89 od młodszych. Wiele osób odpowiadało niemal identycznie... Ich słowa zaczęły skłaniać do refleksji i przemyśleń nad moim pokoleniem i nad tym, że w ich słowach jest cząstka prawdy... Młodsi od nas o dziesięć, dwanaście lat, mają przekonanie, że im się wszystko od życia należy , że wszystko jest natychmiast i istnieje droga na skróty. Ja wyrosłem w przekonaniu, że swoje marzenia zdobywa się pracą, konsekwencją i uporem. Oni od razu pytają o pieniądze i bywają sfrustrowani, kiedy coś nie jest na pstryknięcie palcami - jak w Internecie czy przez komórkę. Przez ograniczenie dostępu do natychmiastowych mediów my mieliśmy więcej cierpliwości do życia. Dzięki temu, co zapamiętaliśmy z czasów komuny, zauważamy zmiany w Polsce. Widzimy ten potężny skok, jaki się dokonał we wszystkich dziedzinach życia i to w krótkim czasie. Młodsi ludzie się nad tym nie zastanawiają, bo nie znają innej rzeczywistości. 3 ( Marcin Prokop)
--------------------------------------------------------------------------------- 1 B. Tadla, Pokolenie `89, czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce. Warszawa 2009, s.19. 2 Tamże, s.196. 3 Tamże, s. 275.
wtorek, 17 stycznia 2012
Postanowiłam w tym roku rozpocząć fotografowanie moich małych stosików, na które czasami sobie pozwalam. Takie małe szaleństwo w księgarniach. Jak widać, nie zakupiłam powieści, bowiem te mam pod dostatkiem w bibliotece. Nadal rozwijam swoje zainteresowanie II wojną światową, PRL-em, stanem wojennym, więc przede wszystkim na takich pozycjach skupiłam swoje poszukiwania w Matrasie i Dedalusie (skład tanich książek - POLECAM! - można zakupić naprawdę ciekawe pozycje za małe pieniądze). Od góry: 1) K. Kaczorowska, 80 milionów 2) M. Kindziuk , Świadek prawdy 3) W. Isaacson, Steve Jobs 4) W. Mann, K. Materna, Podróże małe i duże, czyli jak zostaliśmy światowcami 5) H. B. Görtemaker, Ewa Braun na dworze Führera 6) Rodem z Solidarności - sylwetki twórców NSZZ "Solidarność" 7) A. Paczkowski, Wojna polsko - jaruzelska 8) J. Franklin, 33 mężczyzn 9) B. Tadla, Pokolenie `89, czyli dzieci PRL-u w wolnej Polsce ( książki brakuje na fotografi, bowiem jestem w trakcie jej czytania)
Wszystkie cieszą mnie ogromnie i nie mogłam się powstrzymać, by którejś nie pochłonąć. I tak oto czytam dwie książki naraz (co rzadko mi się zdarza), niebawem z pewnością pojawią się ich recenzje.
Coraz bardziej pochłania mnie pomysł na wprowadzenie miesięcznego cyklu na tym blogu. Może to banalne, ale chciałabym Wam przedstawić książki,w których występuje motyw biblioteki. Mam nadzieję, że uda mi się wprowadzić cykl od przyszłego miesiąca. Nie brakuje mi zapału, zobaczymy jak z czasem :)
niedziela, 15 stycznia 2012
Jak widzicie nastąpiły na moim blogu zmiany w jego wyglądzie. Nie wiem czy słuszne, narazie się do nich przyzwyczajam i coraz bardziej jestem z nich zadowolona. W głowie mnóstwo pomysłów na dodatkowe cykle, ale narazie wstrzymuje się z ich wprowadzeniem, ponieważ mogę je zaniedbać przez brak czasu i nieregularne czytanie. Narazie zostawiam wszystko tak jak jest, a może już niedługo pojawi się tutaj coś nowego :)
czwartek, 05 stycznia 2012
Po raz pierwszy postanowiłam dołączyć do czytelniczego wyzwania:) Już od dawna kusiło mnie uczestnictwo w takiej zabawie, więc zdecydowałam spróbować swoich sił w wyzwaniu Z półki zorganizowanego przez Basię . Polega on na przeczytaniu książek ze swojej własnej półki, które kupiłam / zgromadziłam przed 2012 rokiem. Do wyboru były 4 poziomy: 1) liczba przeczytanych książek z półki: 1-5 2) liczba przeczytanych książek z półki: 6-10 3) liczba przeczytanych książek z półki: 11- 15 4) liczba przeczytanych książek z półki: 16 i więcej
Ja postawiłam sobie dość wysoką poprzeczkę, bowiem poziom 3! A to dlatego, że rzadko niestety sięgam po swoje książki z półki... Także teraz mam mobilizację, by w końcu otworzyć książki, o których od dawna marze, a zawsze jakaś nowość je przyćmi... |
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Literaccy blogerzy
Przeczytałam 2012
Przeczytałam 2011
Szablon
Tagi
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||