Książka - to mistrz, co darmo nauki udziela, kto ją lubi - doradcę ma i przyjaciela, który z nim smutki dzieli, pomaga radości, chwilę nudów odpędza, osładza cierpkości.
sobota, 20 października 2012

Pięćdziesiąt twarzy Greya – książka, o której na rynku ostatnio dość głośno. Kontrowersyjna, wzbudza wiele emocji, zarówno negatywnych jak i pozytywnych. Oburza , zawstydza, rozpala dusze niejednego człowieka, pobudza wyobraźnię… Mimo ostrzeżenia umieszczonego na tylnej okładce („biblioteki apelują by wycofać ją z obiegu”) zdecydowałam się wpisać książkę na listę z zamówieniem. A co! I oczywiście pierwsza wzięłam do testowania, żeby sprawdzić o co tak wiele szumu. Otóż powieść zaczyna się niewinnie. Młoda studentka i miłośniczka literatury klasycznej Anastasia Steel e jedzie w zastępstwie za koleżankę zrobić wywiad z młodym biznesmenem, o którym wie niewiele. Gdy przybywa do jego firmy, okazuje się być niezwykle przystojnym i czarującym młodym mężczyzną, który działa na nią jak magnes ( czy coś Wam to przypomina? ). Anastasia jest nim zafascynowana od pierwszego momentu. Obydwoje czują, że między nimi jest coś elektryzującego, jednak nie zdradzają rosnącego napięcia. Kończąc wywiad Anastasia uświadamia sobie, że nigdy już nie spotka przystojnego i bogatego Christiana Greya, bowiem jest z zupełnie innej klasy społecznej i po prostu do siebie nie pasują ( kolejne podobieństwo?). Jednak nie wie jak bardzo się myliła. Zabójczo piękny Christian wkrótce zjawia się w sklepie, w którym dorabia Ana i proponuje kolejne spotkanie… Niedoświadczona w sprawach damsko-męskich Ana nie orientuje się, że Grey wciąga ją w swoją erotyczną grę, w której uwielbia sprawować kontrolę… Od tego momentu zaczyna się mocniejsza strona książki, niemal w każdym fragmencie przesiąknięta erotyzmem i szczegółowymi opisami kilkakrotnych stosunków pary. Książkę czyta się niezwykle szybko, fabuła nie jest górnolotna – ot takie czytadło na jeden –dwa wieczory). Mnie bynajmniej powieść ta nie zgorszyła, ale uważam, że zależy to od każdego indywidualnie, dlatego każdy powinien sam zdecydować, czy jest gotowy na jej czytanie. Kiedy skończyłam  czytać tą historię, stwierdziłam, że książka jest niemal identyczna jak Zmierzch. Ona – nieśmiała, stroniąca od mężczyzn miłośniczka klasycznej literatury angielskiej. On – niezwykle bogaty, nieziemsko przystojny, młody, czarujący mężczyzna o hipnotyzującym spojrzeniu, skrywający pewną tajemnicę… Christian i Edward to dwa wampiry… Edward w sensie dosłownym, Greya można przypisać do kategorii emocjonalnych wampirów… Swoimi niecodziennymi wymaganiami i upodobaniami wysysa życiową energię z Any i wywraca jej życie i wartości do góry nogami…

Mój żołądek fika koziołka – on mnie pragnie… w pokręcony sposób, zgoda, ale ten piękny, dziwny, perwersyjny mężczyzna pragnie właśnie mnie.1

Jednym słowem E.L. James wiedziała czego brakowało czytelnikom i fanom Zmierzchu… więcej erotyki! Dodała 1+1 i wyszła świetnie sprzedająca się trylogia!

-------------------------------------------------------------------

1) E.L. James, Pięćdziesiąt twarzy Greya. Katowice 2012.

 

czwartek, 18 października 2012

Ciąża... macierzyństwo...rodzicielstwo... Pierwsze skojarzenie niedzieciatych to: słodki, pachnący bobasek, kolorowe ubranka, spacerki po parku z wózeczkiem...Rodzice uśmiechnięci, zrelaksowani, zadowoleni ze swojej nowej roli, dumnie wypinają pierś pchając nowoczesny model wózka. A ciąża kreowana jest na błogosławiony, cudowny stan, w trakcie którego mama za sprawą hormonów pięknieje, a tatuś przejęty swoją nową rolą towarzyszy jej we wszystkich badaniach oraz zajęciach w szkole rodzenia... Taki obraz tworzą współczesne media i celebrytki dumnie pozyjące do sesji ciążowych, a także KLAN, czyli DYNASTIA DZIECIATYCH, o których opowiada Joanna Woźniczko-Czeczott,w  swojej relacji z przewrotu domowego, jakim okazało się być macierzyństwo. Kobieta w swoim poradniku-dzienniku opisuje macierzyństwo bez lukru, nie boi się przyznać, że nowa rola w jaką weszła, czasami ją przerasta fizycznie i psychicznie, że po nieprzespanej nocy i ciągłym karmieniu córeczki zasypia niemal na każdym meblu w mieszkaniu. Otwarcie i z humorem przyznaje, że macierzyństwo to swego rodzaju rewolucja, po której kobieta i jej potrzeby schodzą na drugi plan, wysuwając na czoło dziecko. Co więcej autorka pisze, że mocno zachwalano jej macierzyństwo i przedstawiano je w samych superlatywach, nikt z KLANU nie wspomniał, że bywa ciężko i trzeba zacisnąć zęby. Schemat działania KLANU skutecznie oddają słowa:

... Naprawdę tak Ci zachwalano bycie matką? ... No bo to jest trochę jak z wodą. Skaczemy do jeziora, a ona wściekle zimna. Więc ci na brzegu wahają się, skoczyć czy nie skoczyć. My wiemy, że przemrozi im tyłki, ale machamy z wody i krzyczymy: dawaj, ciepła jest, ciepła!1

Sięgnęłam po tą pozycję, ponieważ od jakiegoś czasu miałam hopla na punkcie zostania mamą, do tego stopnia, że irytowały mnie kobiety chwalące się swoimi pięknymi, krągłymi brzuszkami i te dumnie pchające wózki w parku. Książka nie zniechęciła mnie, jednak przedstawiła macierzyństwo w trochę innym świetle i teraz wiem, że każdej mamie (i tacie!), mimo ogromnej miłości do dziecka, mogą zdarzyć się chwile słabości i zwątpienia. A ciąża i poród mogą okazać się bardzo trudnym i ciężkim okresem dla kobiety, który niekoniecznie z uwagi na swoje złe samopoczucie, uważa za błogosławiony!

 

Gratuluję pani Joannie odwagi i chęci przełamania słodkiego wizerunku macierzyństwa, uderzając w niego niezbitymi faktami i ogromnym humorem.

 

--------------------------------------------------------------------------------

1) J.Woźniczka-Czeczott, Macierzyństwo non-ficiotn. Relacja z przewrotu domowego. Wołowiec 2012, s.21. 



poniedziałek, 17 września 2012

Już po emocjach związanych ze ślubem. Cudowna podróż poślubna nad Morze Czarne już za nami. Pozostały niepowtarzalne wspomnienia i kolorowe fotografie :) W trakcie opalania i leniuchowania na plaży i basenie  umilaliśmy sobie czas rozmowami i lekturą . Specjalnie na wyjazd zakupiłam najnowszą książkę jednej z moich ulubionych pisarek Lesley Lokko - "Pamiętne lato" (przy okazji tytuł adekwatny do wydarzeń z ostatnich tygodni mojego życia ). To zagadkowa historia bogatej rodziny Keelerów, która posiada wysoką pozycję w społeczeństwie i ogromny prestiż.  Państwo Keelerowie mają trzech synów oraz idealną karierę zawodową. Diana jest słynną panią adwokat, natomiast Harvey sławnym neurochirurgiem. Oboje pragną cudownego życia dla swoich synów i  wymarzonych  partnerek. Jednak każdy z mężczyzn  zakochuje się w skrajnie różniących się od nich kobietach, których  perypetie rozpoczynają tą niepowtarzalną książkę, która wciąga od pierwszych kartek, gdy odbiorca czyta zagadkowy prolog. Przeplatające się wątki namiętności, miłości i nienawiści nieoczekiwanie  zmieniają się w odkrywanie dramatycznej rodzinnej tajemnicy skrywanej od wielu lat...

 Moja opinia skromna, ponieważ muszę się rozpisać, ale naprawdę  warto sięgnąć po książki tej autorki :) A oto ja na plaży w miejscowości St.Vlas. Przy okazji  polecam Bułgarię na wakacyjny wypoczynek nie tylko we dwoje :)      

Oczywiście baaaardzo dziękuję wszystkim za życzenia i miłe słowa :) 

                       

21:29, bibliotekarkaczyta , lubię to!
Link Komentarze (2) »
środa, 22 sierpnia 2012

Za dwa dni wychodzę za mąż :) Magiczny świat Hogwartu pomógł odzyskać równowagę i mam ochotę na coś więcej. Dwie biografie mam już prawie za sobą, a swoje wrażenia opiszę po powrocie z podróży poślubnej, w trakcie której mam zamiar również coś przeczytać oprócz przewodnika. Dziękuję za wsparcie i zrozumienie mojej ciszy na blogu. Czasami mam wyrzuty sumienia, że zaglądacie na stronę,a  tutaj nic nowego...dlatego postanowiłam coś od siebie mimo wszystko napisać. Pozdrawiam serdecznie i zapraszam do odwiedzania we wrześniu :) 

20:05, bibliotekarkaczyta , lubię to!
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Milczę już jakiś czas. Nie było głowy do czytania nowych książek, nie było czasu. Odszedł bliski przyjaciel, który towarzyszył mi od 10 roku życia. Prawie zawsze był, gdy było smutno, polizał po rękach i wtulał głowę w moje kolana. Pozostał ogromny smutek i pustka w domu i sercu. Wracam do Harrego Pottera. Moja biblioterapia na trudny czas.

11:02, bibliotekarkaczyta , lubię to!
Link Komentarze (4) »
wtorek, 17 lipca 2012

Dziennik czasu choroby. Śmiertelnej choroby. Nie wiem czy powinnam oceniać takie zapiski, bo jednak są to osobiste przemyślenia człowieka, który zmuszony był do okresowej izolacji w trakcie wielokrotnych pobytów w szpitalach.  Jednak zdecydowałam się napisać, co mnie zaskoczyło i zniesmaczyło jednocześnie w tej książce, ponieważ w końcu ukazując się na rynku wydawniczym i księgarskim przestała należeć tylko do autora. Wystawiona na widok publiczny, przygotowana jest zarówno na pochwały jak i krytykę.

Uwielbiam Jerzego Stuhra jako aktora. Jego role stanowią dla mnie niemal zapewnienie, że film wart jest obejrzenia. I wiem, że rozbawi mnie, ale także dotrze do mnie przesłanie jego postaci. Hmm… i trochę się rozczarowałam, ponieważ irytowały mnie niektóre poglądy aktora, a także monotematyczny charakter tej książki. Osobisty dziennik aktora to zapiski z kilkumiesięcznej walki z chorobą nowotworową. Autor ma w nim odwagę pisać o swojej chorobie, ale przede wszystkim o wszystkim co się wokół niego dzieje. Komentuje polityczne wydarzenia, artystyczne i obyczajowe np. zaginięcie małej Madzi z Sosnowca, tragedię w Smoleńsku, a także co jakiś czas narzeka na współczesne kino i nowych młodych aktorów (co mnie bardzo irytowało!)…

… Wydaje się, że oni: aktorzy i reżyserzy , tworzą jakąś grupę pokoleniową , mają wspólne poglądy, estetykę, jak chociażby my w latach siedemdziesiątych , zwani kinem moralnego niepokoju. Guzik prawda. Oni biorą wszystko, jak leci: ambitne i chłam, reklama najgłupsza i byle jaka. Telenowela i praca z Lechkim, Dawidem, Komasą. Zwracam się do tych aktorów: Nie zaciemniajcie na Boga, swego wizerunku tak strasznie. Ja w Waszym wieku i z Waszą pozycją odrzucałem siedemdziesiąt procent propozycji (a nie było tak haniebnych, daję słowo)… 1

I w tym momencie nasunęła mi się myśl, że to jest po prostu międzypokoleniowe niezrozumienie. Bo przecież czasy się zmieniają i obecnie młody człowiek, który chce zostać aktorem musi się dobrze nagimnastykować i czasami pokazać się w haniebnych, czy głupkowatych rolach. Niestety wyścig szczurów dopadł też sztukę aktorską, a panu profesorowi ciężko się z tym pogodzić. Z pewnością, gdy on stawiał pierwsze kroki w tym zawodzie, ktoś bardziej doświadczony też mógł powiedzieć „…bo ja w Twoim wieku, z Twoją pozycją…”.

Chyba oczekiwałam książki bardziej osobistej, która według zapowiedzi wydawcy naprawdę „daje nadzieję”.  Dla mnie jest zbyt polityczna i inteligencka, dająca pstryczka w nos niektórym sławnym osobom. Posłużę się słowami samego autora, których użył by skomentować czytany przez siebie dziennik Białoszewskiego. Oddają idealnie moje odczucia, co do zapisków Jerzego Stuhra:

Gryzę i gryzę tego Stuhra. Raz mnie fascynuje, raz odrzuca … Autor jest nieprzemakalny. Jest zawsze taki sam, czy na Hożej, czy na Manhattanie, w kinie porno, czy muzeum2.

Mimo mojego rozczarowania tym dziennikiem, cenię Jerzego Stuhra jako aktora i wolę jednak oglądać go na ekranie. Bardzo cieszę się, że udało mu się pokonać tak ciężką chorobę w tak krótkim czasie.

 

--------------------------------------------------------

1) J. Stuhr, Tak sobie myślę... Kraków 2012, s. 163-164.

2) Tamże, s. 221.

 

niedziela, 15 lipca 2012

Dla książkowych zakupoholików polecam wyprzedaż w Matrasie. Naprawdę za niewielką cenę można nabyć ciekawe tytuły, chociaż nie nowości (a szkoda!). W ferworze przymierzania ślubnych garniturów i biegania do pralni z sukienką, postanowiliśmy chwilę odetchnąć w księgarni i rozejrzeć się po półkach. Ostatecznie do koszyka trafiła książka kucharska z lekkimi potrawami, "Kapuściński non-fiction" A. Domosławskiego i "Sedno sprawy" G. Greene. Ostatnio staram się nie kupować dużo powieści, ponieważ z reguły są czytane raz i już więcej do nich nie wracam, chyba, że są dla mnie wyjątkowe jak np. książki Gretkowskiej, Cejrowskiego, Murakamiego czy "Madame" Libery. Muszę przyznać, że kusiło mnie na większe zakupy, jednak powstrzymałam się od wrzucenia do koszyka kryminałów z Czarnej Serii, które były sporo przecenione i Charlotte Link. Za to ogromną przyjemność sprawia mi widok mojego Ukochanego, który czyta mało (zazwyczaj tylko w wakacje), ale za to z coraz większą pasją wybiera swoje lektury i rozmawia o nich :)  

 

Matras - wyprzedaż 

10:42, bibliotekarkaczyta , myśli nieuczesane
Link Komentarze (6) »
czwartek, 12 lipca 2012

Ogromne emocje. Wzruszenie, ból, rozpacz, bezsilność. Odczuwam je razem z bohaterami powieści Jodi Picoult „Tam, gdzie Ty”, która poruszyła w niej niezwykle ważny i coraz częściej spotykany problem bezpłodności i kilkuletniej walki par o szczęście, a także problem tolerancji homoseksualizmu i zmagania takich par o stworzenie rodziny.  Zoe i Max Baxterowie od początku swojego małżeństwa starają się spłodzić potomka. Jednak po serii badań okazuje się, że obydwoje są bezpłodni. Mimo problemów finansowych decydują się na zapłodnienie In vitro.

 

Cykl I … pobrano piętnaście jajeczek. Osiem zostało zapłodnionych, dwa przetransferowano do macicy Zoe, trzy zamrożono…

I nic…

Cykl II… odmrożono trzy poprzednie zarodki, dwa przetransferowano, a jeden wyrzucono, ponieważ nie rokował najlepiej…

Poronienie…

Cykl III… przetransferowanie dwóch zarodków…

Poronienie w osiemnastym tygodniu…

W wieku 40 lat w końcu się udaje. Zoe jest w 28 tygodniu ciąży i razem z Maxem z niecierpliwością przygotowują się na narodziny dziecka. Jednak los ma dla nich inny plan i wystawia ich małżeństwo na ciężką próbę…

Czuję, jakby ktoś wywracał mnie na drugą stronę, kroił na kawałki. W życiu nie doświadczyłam takiego bólu: jakby uwiązł mi pod skórą i rozpaczliwie pchał się na zewnątrz1.

Niezwykle prawdziwa, przejmująca historia przede wszystkim kobiety, która rozpaczliwie pragnie mieć dziecko i która jest w stanie zaryzykować własne życie, by móc cieszyć się ruchami dziecka w brzuchu, usłyszeć bicie jego serca i uczestniczyć w pełnych radości przygotowaniach na narodziny potomka. Autorka przedstawiła heroiczną walkę o własne szczęście kosztem utraty anonimowości. Pokazała, że czasami życie potrafi nas zaskoczyć do tego stopnia, że jesteśmy w stanie otworzyć w swojej duszy nieznaną dotąd szufladkę i zmienić wszystko o 180 stopni, po to, by wreszcie otrzymać pełne szczęście.

*do książki dołączona jest płyta z muzyką. Każda z piosenek odpowiada jednemu rozdziałowi powieści. Sama książką porusza tyle emocji, że wydaje mi się, że w połączeniu z tą muzyką jest w stanie wywołać jeszcze większe przygnębienie i łzy. Ta mieszanka wskazana dla ludzi o mocnych nerwach. Ja nie dałam rady.

 

----------------------------------------------------

1) J. Picoult, Tam gdzie Ty. Warszawa 2012, s.35.

18:25, bibliotekarkaczyta , lubię to!
Link Komentarze (4) »
wtorek, 10 lipca 2012

Zachęcona kryminałem „Umierający dandys” sięgnęłam po kolejną powieść Mari Jungstedt. Zaczęło się zwyczajnie…

Morderstwo na spokojnej wyspie Faro w szczycie letniego sezonu. Ofiara ginie na plaży podczas porannego joggingu już od pierwszego strzału w czoło. Jednak z niewiadomych przyczyn mężczyznę postrzelono również kilka razy w brzuch. Okrutny sposób w jaki go zamordowano, sugeruje, że jest to dzieło jakiegoś szaleńca. Pod nieobecność komisarza policji kryminalnej Andersa Knutasa, śledztwo przejmuje Karin Jacobsson. Wkrótce zostaje popełnione kolejne morderstwo, a sposób jego dokonania wskazuje na dzieło tego samego człowieka. Jacobsson i Knutas próbują rozwikłać jakie więzy łączą dwie z pozoru nieznajome sobie osoby…

Początkowo byłam znudzona, ponieważ mniej więcej wiedziałam jaki będzie przebieg śledztwa. Irytował mnie wątek rozpaczającego po stracie ukochanej dziennikarza Johana. I już miałam odłożyć książkę, zrezygnowana i rozczarowana, że wszystkie powieści autorki są przewidywalne i identyczne, a zmieniają się tylko ofiary… Jednak odstawiona na półkę kusiła i postanowiłam przeczytać ją do końca. I nie żałuję! Mari Jungstedt w mistrzowski sposób potrafi zbić czytelnika z tropu i pozytywnie go zaskoczyć. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam i chyba w żadnym kryminale tego nie znalazłam. Kto czytał ten wie, o co mi chodzi, a kto nie czytał, niech szuka książki i przekona się, że to naprawdę dobra literatura!

piątek, 06 lipca 2012

Za sprawą George`a R.R. Martina wracam do kategorii fantastyczne zauroczenie. Po „Grę o tron” sięgnęłam z czystej ciekawości, o co tak naprawdę ten szum wokół cyklu i serialu. Nie wypadało jej nie przeczytać, ponieważ dostałam ją w prezencie od Narzeczonego, a dodatkowo kusiło piękne wydanie w twardej oprawie pachnące jeszcze drukarnią.

Konkretna akcja powieści zaczyna się, gdy król Robert Baratheon przybywa do Eddarda Starka, by poinformować go o śmierci królewskiego namiestnika lorda Arryna. W związku z tym król Robert, ze względu na wieloletnią przyjaźń z głową rodu Starków, prosi Eddarda, by ten przejął funkcję po zmarłym lordzie.

Ned przyklęknął na jedno kolano. Nie czuł się zaskoczony propozycją. Czy mógł być inny powód, dla którego Robert odbył tak daleką podróż? Królewski Namiestnik był drugą co do ważności osobą w Siedmiu Królestwach. Przemawiał głosem Króla, dowodził jego wojskami i pisał królewskie prawa. Czasem też zasiadał na Żelaznym Tronie, z którego wymierzał sprawiedliwość w imię Króla, kiedy ten był nieobecny lub chory. Robert proponował mu odpowiedzialność tak wielką jak całe królestwo1.

Eddard ma wiele obaw, ponieważ podejrzewa, że lord Arryn nie umarł śmiercią naturalną. Razem ze swoją żoną Catelyn odkrywają, że na dworze królewskim zawiązano spisek przeciwko królowi. Ich przypuszczenia potwierdzają się, gdy ktoś próbuje zabić ich ukochanego syna. Eddard Stark przyjmuje propozycję Roberta, by odkryć spisek… jednak nie przypuszczał, że na dworze królewskim wiele osób patrzy mu na ręce… Historia rozwija się z wielkim rozmachem, a wszystko to prowadzi do gry o tron…

 

Z początku lekturze towarzyszyło zdezorientowanie. Już na pierwszych kartkach Martin przedstawił głównych bohaterów o skomplikowanych i trudnych do zapamiętania imionach. W trakcie dalszego czytania, kilkakrotnie musiałam cofnąć się do pierwszych rozdziałów, by pokojarzyć, kto jest kim. Jednak wkrótce lektura wciągnęła mnie tak bardzo, że w trakcie czytania odczuwałam pełne skupienie i drażniło mnie, jeśli ktoś zakłócił moją wizytę w Zachodnich Krainach. Myślę, że popularność tej książki jest tak duża ze względu na znakomity serial jaki powstał na podstawie powieści, ale przede wszystkim dzięki wciągającej fabule i ciekawym postaciom, które z rozdziału na rozdział stają się coraz bardziej intrygujące. Książce towarzyszą zaskakujące zwroty akcji oraz to, że świat fantastyczny jest przedstawiony bardzo realistycznie i powieść zaciekawia nie tylko miłośników fantasy. Niektóre sceny są mocno dosadne, a Martin jest pisarzem, który nie owija w bawełnę, co jednym może się podobać, a innym nie (mnie bynajmniej motywowały do dalszego czytania). Jedyne co może odstraszyć to objętość cyklu, ponieważ każdy z tomów liczy sporo ponad 500 stron, a jest ich na razie 5. Mogę powiedzieć, że pierwsza część zaciekawiła mnie do tego stopnia, że pobiegłam do księgarni po „Starcie królów”. Zobaczymy czy po drugim tomie, liczącym ponad 1000 stron będę miała ochotę na kolejne.

 

------------------------------------------------------

1) G.R.R. Martin, Gra o tron. Kraków, 2011, s. 53.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 6
| < Wrzesień 2016 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Zakładki:
Literaccy blogerzy
Przeczytałam 2012
Przeczytałam 2011
Szablon
Lubię czytać Co czytać?